Jak ja kocham tą moją szkołę(sarkazm serio). Cudowny trening z moim ukochanym (prawda). Jak ja żałuję, że nie możemy być razem. Dlaczego ? Czemu los mnie tak ukarał... nie mogę z nim być. On mnie kocha... Czuję to, niestety nie chce mi tego powiedzieć prosto w oczy. Chciałabym być z nim sam na sam w jakimś przytulnym pokoju. Nie na treningu... eh... to tylko marzenie, które nigdy się chyba nie spełni.
Poniedziałek. 21:00, pora szykować się na zajęcia. Nienawidzę rano wstawać. Kurcze. .. muszę się pospieszyć. Dymitr nie lubi jak się spóźniam. Będzie się złościć. Jak pomyślę o tym, że mogę go znowu zobaczyć bez koszulki to oszaleje. Wychodziłam z pokoju, kiedy zorientowałam się, że mam jeszcze sporo czasu. Poszłam do stołówki aby zjeść pożądne i smaczne śniadanie. Wybrałam sobie danie i usiadłam przy stoliku. Nie było prawie nikogo na stołówce.
Po chwili ktoś się do mnie przysiadł. Nawet przystojny chłopak.
- Cześć - powiedział wesoło.
- Cześć- powiedziałam podejrzliwie- znamy się ??
- Nie, ale to ty jesteś tą dziewczyną, która ma podobno bardzo duże kłopoty.
- Co ?!?!?! Słucham ?!?!? O czym ty do mnie mówisz. Ja o niczym nie wiem. Jakbyś nie wiedział, nie szukam kłopotów. Unikam ich jak ognia. Serio.
- Mówię tylko to co słyszałem od nie zawodnego źródła. Nie wiem o jaką sprawę chodzi, ale widzę, że popslulem ci humor i śniadanie. Przepraszam. Lepiej sobie pójdę, za nim wielka Rose Hathaway zdenerwuje się.
- No świetnie... Dobra... Rose spokojnie.
Od razu pobiegła do Dymitra. Co się znowu mogło stać. Juz było tak dobrze. Coś chyba poszło nie tak...
Oj byłam zdenerwowana. Nie mogłam się uspokoić. No nareszcie jestem na miejscu. Nie pomyliłam się. Jak zawsze był przed czasem i juz ćwiczył. Cudnie wyglądał. Nie myśl teraz o tym. Na pewno ci pomoże.
- Dymitr !! Musisz mi pomóc.
- Dzień dobry Rose.
- To nie jest śmieszne. Na prawdę potrzebuje twojej pomocy.
Nagle jego mina zrobiła się poważniejsza. Martwił się. Nie mógł tego okazać. Jego oczy były warte wszystkiego. Tak bardzo je kocham.
- Jakiś chłopak za zaczepił mnie i powiedział, że mam kłopoty. Nie wiem o co chodzi. Denerwuje się. Nikt nie chce mi niczego powiedzieć .
- Miałem Ci zamiar dzisiaj powiedzieć po treningu . Ten chłopak źle ci podał informacje. Nie chodzi o ciebie tylko o mnie. Wyjeżdżam... bo widzisz znalazłem sobie kogoś. Zakochałem się. Nie wyobrażam sobie życia bez tej osoby. Będzie cię trenować Alberta. Ja już nie będę uczył w Akademii.
W tym momencie dałam mu odruchowo w twarz.
To nie możliwe. W mojej głowie była pustka, a jednocześnie tysiąc myśli. Jak on mógł. Ja myślałam, że mnie kocha, ale nie chce mi tego powiedzieć.
- Jak to ?!?!!! Ja cie kocham, a ty mi robisz takie rzeczy. Jam mogłeś. Myślałam, że mam w tobie oparcie i druga połówkę. Nie chce cię znać. Jesteś beznadziejny. - poczułam się bardzo zdradzona. Nie chce go znać. Niech jedzie i nie wraca.- Nie raczyłeś mi tego wcześniej powiedzieć ??? Kim ona jest ?? Albo nie... nie chce jej znać... udławcie się sobą. - zaczęłam mieć łzy w oczach, ale obiecałam sobie, że przy nim nie będę płakać. Nie zasługuje na moje łzy.
- Roza, ja cię kocham, ale wiem, że nie możemy być razem. Proszę cię ...
- Spadaj, mam cię dość, beznadziejne są te twoje teksty. Nie chce cię widzieć. Masz się więcej do mnie nie odzywać. Cześć... - wybiegł z sali nie mogłam niczego innego zrobić. Słyszałam jeszcze jak mnie woła, ale nie miałam zamiaru wracać.
Co on sobie myślał... że jak tak mi powie to zmieni się coś... nie ma takiej opcji... jest skończonym dupkiem. Niech wyjeżdża nawet dzisiaj. Mam go gdzieś... on chce być szczęśliwy to ja też mogę. Zacynam się spotykać. Na poważnie. Ułożenie sobie życie bez niego. ZDM świetnie wszystkie egzaminy i testy, pokaże mu co stracił.
Wbiegłam do pokoju... od razu zadzwoniłam do Lissy, chciałam aby przyszła i ze mną pogadała, nie zadawała pytań tylko od razu powiedziała, że będzie za 10 minut. Kiedy się rozłączyłam, zaczęłam płakać. Nie wiedziałam dlaczego mi to zrobił. Nie chcę wiedzieć. Kochałam go i z nikim się spotkałam dla niego, a on z taką akcją wyjeżdża. Nie ma tak... Pukanie do drzwi... to pewnie Lissa. Miałam rację.
- Mów od razu co się stało ? Jak ty wyglądasz?? Proszę cię jeżeli to chłopak to się go zabije... hah - starała się rozluźnić atmosferę.
- Zgadza się... to chłopak, Dymitr. - Lissa wiedziała o mojej tajemnicy. - On wyjeżdża, bo się zakochał i chce sobie ułożyć życie z dala ode mnie i akademii. Powiedział, że mnie kocha, ale nie możemy być razem. Nazwałam go dupkiem. Wyszłam stamtąd od razu po tym jak mu wszystko wygarnęłam. Jak on mógł? Nie chce go znać? Nie chce znać imienia tej kobiety.
- Racja, zachował się okropnie. Widać nie był ciebie godny skoro bał się z tobą związać. Tego kwiatu jest pół światu. Będziesz miała kogoś lepszego. Ja się o to postaram. A teraz przepraszam, ale idę komuś coś wygarnąć. Nie będę już grzeczna dziewczyną i nie będę używać cenzuralnych słów. Tego za wiele przyjdę do ciebie jeszcze wieczorem, a teraz odpoczywaj. Kupię ci gorącą czekoladę.
I poszła... wiedziałam gdzie. Dobrze, że umiałam "wchodzić" do jej głowy. Zobaczę jak to załatwi... czas na seans... nie mogę uwierzyć, że zebrałam się na taki suchy żart.
Juz byłam w jej głowie. Była już przy mieszkaniu Dymitra. Zapukała. Otworzył... za jego plecami leżały walizki... pakował się.
- Możesz mi powiedzieć co ty wyrabiasz. ... Dlaczego krzywdzisz Rose ?? Dobrze się czujesz... ??!!! Jestem na ciebie wściekła. Nie wolno jej tak traktować. Nie wiesz co teraz ona przeżywa. To, że się zakochałeś to nie powód aby ją tak niszczyć. Jest silna i juz się po tobie zbiera, ale na jej miejscu to bym cie normalnie udusiła. Co ona ci takiego zrobiła. Masz coś na swojej usprawiedliwienie, słucham ?!!! - Nie mogłam poznać Lissy. Krzyczała i była groźna. Broniła mnie. Prawdziwa przyjaciółka.
- Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie. Nie umiem z nią być. Kocham ją, ale to chyba nie to. Zakochałem się bardziej w innej kobiecie z którą mogę być bez przeszkód. Ona daje mi szczęście. Wiem, że Roza nie chce mnie znać , ale nic na to nie poradzę. Juz nigdy jej nie zobaczę.
- Jak możesz, jesteś skończonym s********!!!! Ona ci tego nigdy nie wybaczy. Wszystko wyglądało na to, że ona jest dla ciebie najważniejsza... widać wszyscy się co do ciebie pomylili. Jesteś okropny. Tyle mam do powiedzenia. Zastanów się nad sobą.
Rany jaka Lisa była wściekła. Nigdy jej takiej nie widziałam. Jest najlepsza w te sprawy. Czas zacząć nowe życie, bez niego.
Przez ostatnie parę dni nie miałam treningów. Miałam wtedy więcej czasu na poznawanie nowych ludzi. Jak to fajnie mieć znajomych. Nie tylko trening, pokój i nauka i tak w kółko. Poczułam, że żyje... powiem wam, że wpadł mi ktoś już w oko. Oczywiście nadal myślę o Dymitrze, ale już nie tak bardzo. Miałam parę załamek i barzzo chciałam aby wrócił, ale wtedy Lissa przychodziła z pomocą. Cudownie. Ten chłopak, który mi się podoba jest wysokim brunetem, krótkie włosy , taki trochę mulat. Przystojny i to bardzo. Okazało się, że to kolega Masona. Jeśli myślicie, że będzie z coś z Masonem to nie. Jemu podoba się moja stara koleżanka. Ten chłopak się nazywa bodajże James ... jakoś tak. Zapominam ciągle. Muszę z nim porozmawiać. Wydaje się fajną osobą do rozmowy. Miałam okazję na ognisku, które organizowała Lissa ze swoją koleżanką z klasy . Zaprosiła go specjalnie dla mnie wraz z Masonem.
No nadszedł czas na zabawę przy ognisku. Mój ulubiony numer. Iść obok chłopaka i wylać nie chcący na niego swój sok, lepiej wodę wtedy nie będzie plam. :)
I tak właśnie teraz zrobiłam. Stał sobie z Masonem niedaleko mojego ulubionego miejsca do myślenia. Przy takiej jakby bramie z pnączy. Do dzieła...
- Oj !! Przepraszam... nie chciałam. Nie zauważyłam cię, bo trochę tu ciemno. - mówiłam po części prawdę. Było ciemno. Zauważyłam jak Masonem patrzy się na mnie. Wiedział w co gram. Za dobrze mnie znał. Pomógł mi...
- Oh Rose tobie się to często zdarza. Co wylałaś na Jamesa ? - Ha wiedziałam, że tak się nazywa.
- To tylko woda, wiec nie powinno być większej plamy. Szybko wyschnie, bo jest ciepło. Tak w ogóle to jestem Rose.
- A ja James... Nic się nie stało. Gdzieś już słyszałem o tobie. Jesteś chyba znana co ?
- No można tak powiedzieć... jeszcze raz przepraszam.
- No luzik. Fajne ognisko. Kurczę tylko szkoda, że już prawie nic nie widać, bo chciałbym cię lepiej zobaczyć. Wyglądasz na śliczną dziewczynę. - nagle na sercu zrobiło mi się tak ciepło. Pierwszy raz ktoś mi powiedział taka rzecz. Może to nie dużo, ale zrobiło się mi bardzo miło.
- Idę po coś do jedzenia- powiedział Mason, ale nie zwróciliśmy na iego uwagi. Staram się skupić na oczach Jamesa.
- To co mi jeszcze powiesz... opowiedz mi coś o sobie. Trochę już o tobie wiem, bo Mason mi o tobie opowiadał. Jakie to macie czasami przygody.
Czułam, że się rumienie.
- Dużo by gadać lepiej się mnie poznaje jak się dużo ze mną przebywa i rozmawia.
- Może chodźmy stąd... porozmawiamy na spokojnie... coś czuje, że to będzie udana znajomość.
Zgodziłam się. Byliśmy na cudownym spacerze. Świetnie mi się z nim rozmawia. Czułam się przy nim jakoś inaczej... zaproponował mi, że odprowadzi mnie do pokoju. Nie protestowałam. Doszliśmy do niego.
- No to pora się rozstać. - powiedziałam. Patrzyłam w jego oczy. Nie wytrzymałam. Pocałowałam go... Odwzajemnił pocałunek. Jak on świetnie całuje. Oderwałam się od tego namiętnego pocałunku...
- Przepraszam... nie powinnam. Jestem zbyt nachalna. Pójdę już. - otworzyłam drzwi do pokoju, a on w tej samej chwili podnosi mnie i zaczął jeszcze mocniej całować. Położył mnie na łóżku i po cichu zapytał.
- Nie chce na ciebie naciskać. Sama musisz tego chcieć Rose.
- Chce tego, ale ja nigdy tego ... nie robiłam. Nie wiem jak.... pomóż mi.
- Zawsze ci pomogę to jest proste jeżeli chcesz to zrobić z tą wybraną osobą. Nie powinienem tego mówić, ale kochałem się w tobie od 1 klasy. Wiedziałem, że wolisz kogoś innego, ale teraz nie mogę uwierzyć w to, że mogę być tu z tobą. Kocham cię.
Słowa w ten sposób powiedziane utwierdziły mnie w przekonaniu , że to on. Zaczęliśmy się jeszcze bardziej całować. Zaczęłam powoli zdejmować jego bluzkę. Jaki on był dobrze zbudowany. Widziałam po rękach, że ćwiczy, ale nie wiedziałam, że ma taką formę. Bosko ... jest się do czego przytulać. Podczas rozmowy bardzo często rozumiałam go bez słów i on mnie też. Zaczął powoli rozpinać moja koszulę. Jego palce były takie delikatne. Idealne. Kiedy nasze bluzki leżały na ziemi zaczęłam sama rozpisać swój stanik. Po chwili tez juz leżał na ziemi tak samo jak i moje i jego spodnie. Nie przestawaliśmy się całować. Jego ręka studiowała moje ciało. Delikatnie i powoli. Natomiast moja jedna ręką była na jego plecach, a druga była w jego cudownych włosach. Zaczął całować mnie po całym ciele. Delikatnie... dalej nie będę wam mówić co się działo. Zostawię to dla siebie, ale na pewno wiecie co dalej.
Obudziłam się w jego ramionach. Dobrze, że była niedziela nie ma szkoły.
- Dzień dobry.
- Dzień dobry.
Wstałam z łóżka i poszłam do łazienki, a tam czekał na mnie wielki bukiet moich lubianych róż. Jemu chyba na prawdę zależy. Pobiegła do niego i go pocałowałam. Podziękowałam mu. Widać było, że się cieszy moim szczęściem. Wróciłam do łazienki. Ogarniam się a tu nagle ktoś mnie obejmuje w pasie. James ... szepnął mi do ucha.
- Zostaniesz moja dziewczyną Rose ??
Odwróciłam się i go znów pocałowałam. To chyba była bardzo znacząca odpowiedź.
Po południu widziałam się z Lissą, opowiedziała jej wszystko. Bardzo się cieszyła, że udało mi się z kimś innym.
Dwa lata później...
Ah wszystkie egzaminy zdane na 6. Z Jamesem jestem juz dwa lata. Jest dla mnie wszystkim. Bardzo go kocham. Nie wyobrażam sobie życia bez niego. Niestety ostatno miałam problem ze sobą, ale juz jest wszystko w porządku.
Wracałam właśnie z zajęć. Miałam się spotkać z Jamesem. Nagle zza rogu wyszedł nie kto inny - Dymitr. W ręku trzymał kwiaty i jakieś pudełko. Podszedł do mnie. Powiem, że byłam w szoku.
- Roza, błagam cie wybacz mi . Zrobiłem największy błąd na świecie. Nie powinienem cie zostawiać. Tamta kobieta to była pomyłka. Wiem jestem skończonym debilem. Przepraszam. Chce być tylko z tobą. Kocham cię. Nie chce się z tobą ukrywać, mogę wszystkim wykrzyczeć co do ciebie czuję, ale proszę nie przekreślaj mnie.
- Przykro mi Dymitr, ale ja już sobie życie poukładałam. Nadal czuje coś do ciebie, ale to nie jest tak silne jak kiedyś. - w tym momencie podszedł do mnie James i złapał mnie za rękę.
- Czy jest jakiś problem skarbie ? - zapytał troskliwie.
- Nie po prostu rozmawiamy. Musiałam wyjaśnić wszystko Dymitrowi. Myślę, że już wszystko powiedziałam i nie mamy o czym więcej rozmawiać. Skrzywdziłeś mnie. Nie zasługujesz na mnie, straciłeś swoją szansę. Możesz wrócić do tej kobiety. Ja nie chce mieć z tobą kontaktu. Mam kochającego mnie chłopaka, który się mną zajmuje i nie boi się kazać mi uczuć. Do widzenia
Od chodziłam z Jamesem, kiedy po raz ostatni usłyszałam od Dymitra
- Kocham Cię Roza... zawsze będę na ciebie czekać nie ważne po ilu latach się spotam i w jakim stanie będziemy. Przysięgam to tobie ...
I jak wam się odoba pierwsze moje dłuższe opowiadanie. Przepraszam, że takie słabe następne będzie lepsze. Proszę o pomysły. Dziękuję za wszystkie komentarze, które dostawałam do tej pory ♡♡♡♡
sobota, 11 czerwca 2016
czwartek, 9 czerwca 2016
Rozdział 12
Rose :
No... Wracamy do normalnego trybu życia... TRENING... tego mi brakowało. Myślą nad powrotem do Akademii św. Władimira. Pogadam o tym z Dymitrem, ale to później. Teraz idę poćwiczyć.
Wyszłam szybko z domu. Kiedy szłam na salę, spotkałam Lissę. Długo się nie widziałyśmy. Tyle się wydarzyło. Gdy tylko ją zobaczyłam, przypomniałam sobie jak bardzo za nią tęskniłam. Od razu się do niej przytuliłam.
- Jak cudownie cię znowu widzieć. - powiedziałam z uśmiechem na ustach.
- Bardzo się stęskniłam. Musimy pogadać. Chce się czegoś dowiedzieć. Opowiesz mi o wszystkim, prawda ?- zapytała nie pewnie.
- Jasne, że tak. Tylko musimy mieć więcej czasu. Wszystko po kolei, na spokojnie. Teraz przepraszam Cię, ale muszę lecieć na trening. Dymitrem na mnie czeka.
- Dobrze. Na mnie też czekają obowiązki. - spochmurniała.
- Dla mnie to nie obowiązek tylko czysta przyjemność. - uśmiechnęłam się wesoło.
Rozstałyśmy się. Stwierdziłam, że zrobię sobie mała rozgrzewkę i do sali będę już biec. Dzięki temu na miejscu byłam już w niecałe 3 minuty. Nie zmeczyłam się. Dobry znak. Kondycję nadal mam. Kiedy otworzyłam drzwi nikogo nie było. Cisza, kompletna. Weszłam. Stanęłam przy drabinkach i zaczęłam się rozciągać. Nagle poczułam jak ktoś mnie obejmuje w pasie. Wiedziałam kto to. Jego dotyk rozpoznam wszędzie. Dymitr. Odwróciłam się i pocałowałam go. Mmm... smak jego ust przyprawia mnie o dreszcze. Lekko drgnęłam. Jego oczy ... tak je kocham.
- Cześć skarbie ♡♡ - powiedział miękko
- Cześć, stęskniłam się za tobą... zacynamy ?-zapytałam chytrze, nadal dotykając jego torsu. Wiedziałam, że ten gest doprowadza go do szału. Oczywiście w pozytywnym znaczeniu tego słowa :) . W takich momentach on nie chciał niczego zaczynać. Może później ... - choć czas zaczynać.
- Zrobiłaś to specjalnie - powiedział, a ja w tej chwili uśmiechnęłam się szyderczo. - wiesz, że to mnie dekoncentruje.
- Ja?!? Skądże.. Nigdy bym ci tego nie zrobiła - powiedziałam kusząco, ale i chytrym głosem.
- Kocham cię ♡♡
- Ja ciebie też, ale na treningu i tak będę lepsza.
Rozstałyśmy się. Stwierdziłam, że zrobię sobie mała rozgrzewkę i do sali będę już biec. Dzięki temu na miejscu byłam już w niecałe 3 minuty. Nie zmeczyłam się. Dobry znak. Kondycję nadal mam. Kiedy otworzyłam drzwi nikogo nie było. Cisza, kompletna. Weszłam. Stanęłam przy drabinkach i zaczęłam się rozciągać. Nagle poczułam jak ktoś mnie obejmuje w pasie. Wiedziałam kto to. Jego dotyk rozpoznam wszędzie. Dymitr. Odwróciłam się i pocałowałam go. Mmm... smak jego ust przyprawia mnie o dreszcze. Lekko drgnęłam. Jego oczy ... tak je kocham.
- Cześć skarbie ♡♡ - powiedział miękko
- Cześć, stęskniłam się za tobą... zacynamy ?-zapytałam chytrze, nadal dotykając jego torsu. Wiedziałam, że ten gest doprowadza go do szału. Oczywiście w pozytywnym znaczeniu tego słowa :) . W takich momentach on nie chciał niczego zaczynać. Może później ... - choć czas zaczynać.
- Zrobiłaś to specjalnie - powiedział, a ja w tej chwili uśmiechnęłam się szyderczo. - wiesz, że to mnie dekoncentruje.
- Ja?!? Skądże.. Nigdy bym ci tego nie zrobiła - powiedziałam kusząco, ale i chytrym głosem.
- Kocham cię ♡♡
- Ja ciebie też, ale na treningu i tak będę lepsza.
Dymitr :
Te jej teksty tak bardzo na mnie działają. Nie pozostało mi nic innego jak zacząć trening. Zaatakowałem. Spodziewałam się tego. Od razu uniknęła ciosu. Oddala mi. Niestety dostałem. Pożądanie kopnęła. Szybko się zreflektowałem. Rozpoczęła się pożądana walka. Cios za ciosem. Na zmianę. Po 20 minutach byliśmy wykończeni. Bardzo ciężka walka. Rozciągaliśmy się jeszcze chwilę, po czym usiedlismy na materacu.
- Podobał ci się trening. - zapytałem cały zdyszany.
- Jasne, że tak. Wiesz jak one na mnie działają. Mam do ciebie jeszcze jedno pytanie.
- Hm... ?
- Myślałam nad powrotem do akademii. Chciałbyś pojechać ze mną i trenować młodzież ??
Zaskoczyła mnie tym pytaniem. Chciałem być blisko niej. Nie ważne gdzie byliśmy. Ważne, że razem. Przyznam jej rację, zastanawiałem się nad powrotem. Brakuje mi nastolatków i tej całej atmosfery panującej w szkole.
- Bardzo bym chciał. Trzeba by było porozmawiać z Lissą czy da nam pozwolenie na opuszczenie królestwa.
- Ja to już załatwię. Dobra ja lecę, bo się z nią umówiłam. Do zobaczenia później ...
- Na razie, kocham cię
- Chyba będziesz mi to powtarzał do samej śmierci. - powiedziała z uśmiechem na twarzy.
- Dłużej ... - wybiegła z sali.
Lissa :
No i gdzie ona jest ? Wiem, że lubię się spóźniać, ale bez przesady. Pewnie zagadała się ze swoim ukochanym. Norma. O ... nareszcie jest. Doczekałam się.
- Przepraszam Cię, ale zagadałam się z Dymitrem.
Widzicie, a nie mówiłam ?! :)
- Wybaczam ci ... - zaczęłyśmy się śmiać.
- Chodź pójdziemy do kawiarni i tam pogadamy.
- Dobrze.
Po 10 minutach byłyśmy na miejscu. Zamówiłyśmy sobie po mrożone kawie. Pyszności... mniam ... :) ;)
- O czym chciałaś ze mną porozmawiać? - zapytałam cała zaciekawiona.
- Tak na prawdę o wszystkim, ale najbardziej to o pomyśle mojego wyjazdu do akademii.
- Co ?! Jak to ?! Od kiedy sie zastanawiałaś?! - zapytałam z lekkim zdenerwowaniem.
- Nie denerwuj się. Po prostu brakuje mi takiej pracy. Tu jest za spokojnie. Chce wrócić do szkoły wraz z Dymitrem. Wiem, że to może być dla ciebie ciężkie, ale chcę coś zrobić dla siebie. Będę cię odwiedzać. Niestety muszę prosić ciebie osobiście o pozwolenie na wyjazd.
Cisza. Nic nie mogłam powiedzieć... kawa staneła mi w gardle.
- .... - spojrzałam na Rose smutnym wzrokiem.- Zgoda. Wyrażam zgodę, pod jednym bardzo ważnym warunkiem. Będziesz mnie często odwiedzać. Jeszcze to do mnie nie dotarło, o znowu się rozdzielamy.
- Wiem, tez mnie to bardzo boli, ale zależy mi na tym. Na pewno będę tęsknić, ale wykorzystam każda możliwą chwilę na spotkanie. - odpowiedziała z lekkim uśmiechem na buzi.
- Dobrze... tylko proszę cię ... uważaj na siebie. Nie przeżyje jeżeli znowu ci się coś stanie. Po proszę Dymitr by na ciebie uważał.
- Na prawdę nie trzeba sam sobie radę. Lecę się pakować. Kocham cie, dziękuję jesteś najlepsza przyjaciółką.- przytuliłam mnie i szybko pobiegła do pokoju.
Po chwili wyjęłam telefon. Nie mogłam się powstrzymać. Wybrałam numer do Dymitra. Pierwszy sygnał ... drugi .... trzeci ... odebrał.
- Dymitr Bielikov, słucham?
- Cześć, mówił Lissa, masz może czas na rozmowę?
- Oczywiście wasza wysokość. - powiedział bardzo oficjalnym tonem.
- Masz do mnie mówić po imieniu. Ile razy mam ci to powtarzać. Dobra nie ważne ... to nie jest temat na dzisiejszą rozmowę... Dzwonię w sprawie Rose.
- Co się stało ?! Ma kłopoty?! Coś jej jest ?!
- Nie, uspokój się. Chodzi o to, że pozwoliłam jej jechać do Akademii. Chce abyś tam jej pilnował.
- A nie powiedziała ci, ze i tak z nią chciałem jechać.
- Wspominała mi, ale ie wiedziałam, że się zgodzisz. No to widzę, że nie będzie problemu z jej ochroną. Teraz ona tego potrzebuje. Coś się z nią chyba dzieje. Niestety sama nie wiem co.
- Dobrze... Będę jej pilnować jak oka w głowie. O to możesz być spokojna. Kocham ją i nie pozwolę aby coś jej się stało.
- To świetnie. Musze juz kończyć, bo mam bardzo dużo pracy. Cześć
- Do zobaczenia.
Ach czas wracać do obowiązków. ..
I jak się podobał ?? Proszę o komentarze ... to bardzo motywuje do działania... nawet anonimy się świetnie czyta.
PS dziweczyny, które regularnie czytają mojego bloga mam do was prośbę. .. możecie go udostępnić... proszę każdego o to. Bardzo mi na tym zależy. Dziękuję...
Jeszcze jedno ogłoszenie. Od wakacji zaczynam pisać nowego bloga ( tego nadal będę pisać ) tamten blog będzie o parze nastolatków i ich przygodach , znajomych i różnych sytuacjach.
wtorek, 7 czerwca 2016
Powiadomienie
Hej!
Słuchajcie zbliżają się wakacje, więc będę mieć więcej czasu na pisanie. Chciałbym abyście podrzucaly mi pomysły, na krótkie, nie związane z tą historia opowiadania. Oczywiście na temat AV. Jak nie będzie pomysłów z waszej strony (ale raczej myślę, że będą :) ) Będę sama coś wymyślać.
Mam nadzieję, że mogę na was liczyć. Proszę o komentarze. ♡♡♡♡
Słuchajcie zbliżają się wakacje, więc będę mieć więcej czasu na pisanie. Chciałbym abyście podrzucaly mi pomysły, na krótkie, nie związane z tą historia opowiadania. Oczywiście na temat AV. Jak nie będzie pomysłów z waszej strony (ale raczej myślę, że będą :) ) Będę sama coś wymyślać.
Mam nadzieję, że mogę na was liczyć. Proszę o komentarze. ♡♡♡♡
poniedziałek, 6 czerwca 2016
Rozdział 11
Dymitr :
Musiałem się pośpieszyć. Nie miałem za dużo czasu. Nie pozwolę, aby on to z nią zrobił. Za bardzo ją kocham. Moja księżniczka... pamiętam ten cudowny dzień... Niezwykła chwila... jakby to było wczoraj... Nasz ślub. Coś cudownego. Bardzo się denerwowałem, bo nie wiedziałem czy się moja miłość nie rozmyśli po tym co jej zrobiłem na Syberii. Nie ważne ... wyglądała jak milion dolarów. Miała taką sukienkę jak w swoim śnie, a przynajmniej tak mi opisała. Cały Kościół pełny. Wszyscy pięknie ubrani. Stałem przy ołtarzu, kiedy Roza wchodziła do kościoła ze swoim ojcem. Kocham ją nad życie. W pierwszej ławie siedziała Lissa z Christianem. Bardzo miła atmosfera. No w końcu miałem za moment zostać na zawsze z moim skarbem. Nerwy, ale takie bardzo pozytywne.
Kiedy stanęła na ślubny kobiercu, odjęło mi mowę. Nie widziałem jej piękniejsze. Nie mogłem się na nią na patrzeć. Przypomniałem sobie jeden nie wygodny moment. Podczas tej cudownej ceremonii... kiedy ksiądz pytał się czy ktoś się nie zgadza... ktoś wstał. Był to Adrian, siedział z tyłu kościoła. Nie podał konkretnego argumentu. Został wyprowadzony z niego. Później nikt nie zwracał na to uwagi. Po ślubie odbyło się cudowne wesele. Cała moja rodzina, przyjaciele, rodzice Rose. Wszycy byli i świetnie się bawili. Teraz rozumiem dlaczego powiedział, że się nie zgadza. Był bardzo zazdrosny. Nie mógł mi tego darować. Złamałem juz chyba wszystkie możliwe przepisy drogowe. Musiałem do niej jak najszybciej dojechać. Nie wiem czego mam tam się spodziewać. Musze być przygotowany na wszystko. Juz nie daleko. Musi wytrzymać.
- Juz idę do ciebie moje złotko. - kurczę, od kiedy ja tak mówię.
- To świetnie chodź. Juz zrobiłem nam pyszną kolację.
- Cudownie. Tego potrzebowałam, jestem bardzo głodna.
- Zapraszam do stołu. A później ....
- Później będzie jeszcze bardziej cudownie... kocham cie. - oczy Adriana zamieniły się w brylanty.
- Ja ciebie też.
Po zjedzone kolacji poszliśmy na górę do sypialni. Czułam motylki w brzuchu.
Wiedziałam, że to ten facet. ROSE !!!! Ogarnij się. To nie on. Udało mi się na chwilę przebić do mojego ciała i zatrzymać się na chwilę. Znów poszłam do łazienki. Zamknęłam się tam. Dymitr ... powiedziałam cicho. To była moja ostatnia myśl. Juz nic więcej nie mogłam zrobić. Przestałam się kontrolować.
- Adrian? Jesteś już gotowy??
- Zawsze. - ta odpowiedź prosiła się o mój komentarz. Jednak nic nie mogłam zrobić. - Chodź tu do mnie. Nikt nam nie przeszkodzi.
Juz znalazłam się na nim. Całowaliśmy się. BARDZO namiętnie. Nie umie całować. Okropnie to robi, ale mojej drugiej ja, bardzo się podobało. Powoli zdejmowałam z niego ubrania. Nie to się nie dzieje na prawdę. Kiedy on był w samej bieliźnie, zaczął mnie rozbierać. To nie jest normalne ani przyjemne. POMOCY !!!
Po paru chwilach tez byłam w samej bieliźnie. Nie ja tak dalej pójdzie, to za chwile będzie po wszystkim.
Nagle w drzwiach nie wiadomo skąd pojawił się ten cały Dymitr.
Widział nas i w ogóle się nie zdziwił. No trudno.
Kiedy stanęła na ślubny kobiercu, odjęło mi mowę. Nie widziałem jej piękniejsze. Nie mogłem się na nią na patrzeć. Przypomniałem sobie jeden nie wygodny moment. Podczas tej cudownej ceremonii... kiedy ksiądz pytał się czy ktoś się nie zgadza... ktoś wstał. Był to Adrian, siedział z tyłu kościoła. Nie podał konkretnego argumentu. Został wyprowadzony z niego. Później nikt nie zwracał na to uwagi. Po ślubie odbyło się cudowne wesele. Cała moja rodzina, przyjaciele, rodzice Rose. Wszycy byli i świetnie się bawili. Teraz rozumiem dlaczego powiedział, że się nie zgadza. Był bardzo zazdrosny. Nie mógł mi tego darować. Złamałem juz chyba wszystkie możliwe przepisy drogowe. Musiałem do niej jak najszybciej dojechać. Nie wiem czego mam tam się spodziewać. Musze być przygotowany na wszystko. Juz nie daleko. Musi wytrzymać.
Rose :
Gdzie on jest ? Mój mózg zwariował... pragnęłam Adriana, ale ostatkami sił musze się po hamować. Żeby on tylko zdążył. Nie chce tego robić i to z nim. Bleee... no mam nadzieje, ze mnie rozumiecie. Niestety mój mózg powoli wymazuje Dymitra. Kochasz... Adriana. No nie zaczęło się. Minęło już półtora dnia, więc to uczucie jest bardzo silne. Nie nawidzę Dymitra. Jak go tylko zobaczę to zbiję. Zniszczył mój związek z Adrianem. Nie no co się dzieje !!!! Tracę kontrolę.- Juz idę do ciebie moje złotko. - kurczę, od kiedy ja tak mówię.
- To świetnie chodź. Juz zrobiłem nam pyszną kolację.
- Cudownie. Tego potrzebowałam, jestem bardzo głodna.
- Zapraszam do stołu. A później ....
- Później będzie jeszcze bardziej cudownie... kocham cie. - oczy Adriana zamieniły się w brylanty.
- Ja ciebie też.
Po zjedzone kolacji poszliśmy na górę do sypialni. Czułam motylki w brzuchu.
Wiedziałam, że to ten facet. ROSE !!!! Ogarnij się. To nie on. Udało mi się na chwilę przebić do mojego ciała i zatrzymać się na chwilę. Znów poszłam do łazienki. Zamknęłam się tam. Dymitr ... powiedziałam cicho. To była moja ostatnia myśl. Juz nic więcej nie mogłam zrobić. Przestałam się kontrolować.
- Adrian? Jesteś już gotowy??
- Zawsze. - ta odpowiedź prosiła się o mój komentarz. Jednak nic nie mogłam zrobić. - Chodź tu do mnie. Nikt nam nie przeszkodzi.
Juz znalazłam się na nim. Całowaliśmy się. BARDZO namiętnie. Nie umie całować. Okropnie to robi, ale mojej drugiej ja, bardzo się podobało. Powoli zdejmowałam z niego ubrania. Nie to się nie dzieje na prawdę. Kiedy on był w samej bieliźnie, zaczął mnie rozbierać. To nie jest normalne ani przyjemne. POMOCY !!!
Po paru chwilach tez byłam w samej bieliźnie. Nie ja tak dalej pójdzie, to za chwile będzie po wszystkim.
Nagle w drzwiach nie wiadomo skąd pojawił się ten cały Dymitr.
Widział nas i w ogóle się nie zdziwił. No trudno.
Dymitr :
Uff... do niczego nie doszło. Tak się cieszę. Kocham ją nad życie. Teraz muszę ją zabrać do samochodu i znaleźć pomoc. Kurcze ... jej widok w samej bieliźnie mnie rozprasza.
- Roza, przyjechałem po ciebie. Chodź. Pojedziemy do domu. Kocham cie i chce ci pomóc. Ty nie kochasz Adriana, jesteś pod wpływem jakieś magii.
- Haha, ale kłamiesz. Nigdzie z tobą nie jadę. Najwyższy czas nie rozliczyć.
W tej samej sekundzie zaatakowała mnie. Przewidziałem to. Zrobiłem unik. Musiałem pilnować, aby nie zdobić jej krzywdy. To był dobry sposób aby znieść ją do auta. Nie będzie łatwo. Szczególnie, że ona miała przewagę, w postaci swojego wyglądu. Zobaczyłem kątem oka, że Adrian ciągle leży na łóżku i nic nie robi. Udało się ... po paru chwilach Rose była już w moich ramionach. Oczywiście chciała się wydostać. Nie udało się jej to. Adrian nie mógł już nic poradzić. Zniosłem ją do samochodu. Czułem się idealnie. Dotykałazienka moje skóry tak delikatnie. Sama przecież była bez ubrań. Nie czekając dłużej dojechałem.
- Co ty robisz !!!!! Wracaj do Adriana. On mnie potrzebuje. Ja go kocham. - krzyczała.
Zignorowałem to. Zostało mi nie całe pół godziny, gdy miną dwa dni. Nie mam w ogóle pomysłu jak można to odwrócić. Bardzo szybko ten czas zlecia. Nie spodziewanie postanowiłem zrobić coś czego bardzo mi brakowało. Jechaliśmy juz dobre 15 minut. Musiałem się zatrzymać. Nie zdążymy dojechać. Musze coś wymyślić. Rose przez cały czas prosiła abym odwiózł ją do niego. Zawsze w samochodzie woziła zapasowe ubrania, więc mogła się spokojnie ubrać w swoje rzeczy. Wysiedliśmy. Chciała uciec, ale ją przytrzymałem. Była tak blisko, a mi zostało tylko 5 minut. Nie wiedziałem co mam robić. Zacząłem się bać. Jedyną rzeczą, która przyszła mi do głowy to był ... pocałunek. Nie czekając na nic pocałowałem ją. Na początku się opierała, ale po chwili oddala mi się. Kiedy skończyłem zobaczyłem w jej ocach ... wielką miłość do mnie. Nic nie mogło wyraz tego co wtedy czułem.
Kocham go nad życie. Ocalił mnie. Nic innego się nie liczy tylko on.
- Kocham Cię. - powiedziałam, a on w tym momencie szeroko się uśmiechnął. Podniósł mnie i przytulił, po czym jeszcze raz pocałował.
- Wróciłaś do mnie. Kocham Cię. Wszystko ci opowiem w drodze do domu. Nigdy nie pozwolę, aby ktoś mi cię zabrał.
Wracaliśmy do domu. Nareszcie w spokoju bez telefonów. W ciszy. Mogłam się nacieszyć obecnością mojego ukochanego. Podróż minęła szybko. Wróciliśmy do domu. Po tym co Dymitr mi powiedział stwierdziłam, że skoro już raz byłam w samej bieliźnie przy Adrianie to mogę być tym bardziej przy Dymitrze. Po tak długim czasie, należało się nam. Cieszyliśmy się swoją obecnością. Tworzyliśmy jedno ciało . To było coś pięknego. Nikt nam nie przeszkodził. Gdy już skończyliśmy, zasnęłam wtulona w Dymitra.
I jak wam się podoba ?? Może być ?? Czekam na komentarze ... następny rozdział w czwartek. Mam dużo nauki i wyciągania ocen w związku z końcem roku. Dziękuję jeszcze raz ♡♡♡
- Co ty robisz !!!!! Wracaj do Adriana. On mnie potrzebuje. Ja go kocham. - krzyczała.
Zignorowałem to. Zostało mi nie całe pół godziny, gdy miną dwa dni. Nie mam w ogóle pomysłu jak można to odwrócić. Bardzo szybko ten czas zlecia. Nie spodziewanie postanowiłem zrobić coś czego bardzo mi brakowało. Jechaliśmy juz dobre 15 minut. Musiałem się zatrzymać. Nie zdążymy dojechać. Musze coś wymyślić. Rose przez cały czas prosiła abym odwiózł ją do niego. Zawsze w samochodzie woziła zapasowe ubrania, więc mogła się spokojnie ubrać w swoje rzeczy. Wysiedliśmy. Chciała uciec, ale ją przytrzymałem. Była tak blisko, a mi zostało tylko 5 minut. Nie wiedziałem co mam robić. Zacząłem się bać. Jedyną rzeczą, która przyszła mi do głowy to był ... pocałunek. Nie czekając na nic pocałowałem ją. Na początku się opierała, ale po chwili oddala mi się. Kiedy skończyłem zobaczyłem w jej ocach ... wielką miłość do mnie. Nic nie mogło wyraz tego co wtedy czułem.
Rose :
Nareszcie. Kontrola nad własnym ciałem. I widok tych pięknych oczu. Sam tego pocałunku właśnie do mnie dotarł.Kocham go nad życie. Ocalił mnie. Nic innego się nie liczy tylko on.
- Kocham Cię. - powiedziałam, a on w tym momencie szeroko się uśmiechnął. Podniósł mnie i przytulił, po czym jeszcze raz pocałował.
- Wróciłaś do mnie. Kocham Cię. Wszystko ci opowiem w drodze do domu. Nigdy nie pozwolę, aby ktoś mi cię zabrał.
Wracaliśmy do domu. Nareszcie w spokoju bez telefonów. W ciszy. Mogłam się nacieszyć obecnością mojego ukochanego. Podróż minęła szybko. Wróciliśmy do domu. Po tym co Dymitr mi powiedział stwierdziłam, że skoro już raz byłam w samej bieliźnie przy Adrianie to mogę być tym bardziej przy Dymitrze. Po tak długim czasie, należało się nam. Cieszyliśmy się swoją obecnością. Tworzyliśmy jedno ciało . To było coś pięknego. Nikt nam nie przeszkodził. Gdy już skończyliśmy, zasnęłam wtulona w Dymitra.
I jak wam się podoba ?? Może być ?? Czekam na komentarze ... następny rozdział w czwartek. Mam dużo nauki i wyciągania ocen w związku z końcem roku. Dziękuję jeszcze raz ♡♡♡
niedziela, 5 czerwca 2016
Rozdział 10
Rose :
- Adrian .... Kocham Cię ... Nie wiem jak mogłam być z Bielikovem. Ty jesteś moim ideałem, nie masz sobie równych. - Nie mogłam powtrzymac tych słów. To były kompletne kłamstwa. Nigdy tak nie było. Nie uialam tego powstrzymać. To było okropne... - Proszę cię uwolnij mnie z tego krzesła. Chce się do ciebie przytulić i zasmakować twoich ust. Nie karz mi dłużej czekać.
Dymitr :
- I co ?? Nie da się zmusić do miłości, to patrz - powiedział Adrian z uśmiechem na ustaca.
- To nie jest prawdziwe uczucie. Ona nigdy cię nie pokocha.
- Tu się myślisz. Za 48h Rose zakocha się we mnie na zawsze bez niczyjej pomocy i bez odwrotnie. Będzie tylko moja.
Te słowa na prawdę zabolały. Mam tylko 48 h na ocalenie jej. Na razie muszę sam się wydostać.
- Kochanie choć tu do mnie. - powiedział Adrian miękkim głosem do Rose.
- Juz idę. Może stąd iść ? Nie chce patrzeć na Dymitra. Nie jest ciebie godny.
Pocałowała go na moich oczach. Wiem, że to nie ona sama,a le to i tak zabolało. Zdenerwowałem się. Podniosłem się i rzuciłem się na Adriana. Jego strażnicy próbowali mnie odciągnąć od niego. Byłem wściekły. Nie dali mi rady. Parę minut później leżeli nie przytomnie na ziemi. Mogłem się teraz zająć Adrianem.
- Posłuchaj mnie uważnie, nie wiem co zrobiłeś mojej ukochanej, ale nie daruje ci tego. Ona nigdy nie będzie twoja. Jest przeznaczona mnie. - nagle poczułem ostry ból, to Adrian używał na mnie wpływu. Kazał mi wyjść z domku.musiałem posłuchać. Cholera, to nie może się tak skończyć. Kiedy wpływ przestał działać, widziałem jak odjeżdżają autem. Pojechaliśmy za nimi. Niestety zgubilismy ich. Mam coraz mniej czasu, a moja ukochana nadal cierpi.
Rose :
Całowałam się z Adrianem na oczach mojego ukochanego. Ta magia jeszcze tak bardzo silnie na mnie nie działa, dlatego też myślę o Dymitrze. Wiem, że za parę chwil nie będę go kochać. Nie... on znajdzie sposób na ocalenie mnie. Wiem, że to co zobaczył bardzo go zabolało, ale wie, że to nie ja. Bardzo się ucieszyłam, kiedy rzucił się na Iwaszkowa. Nie miał sobie równych. Niestety, przegrał tylko z magią ducha i wpływem. Siedzę w aucie, Adrian coś tam gada. Nawet nie wiem co, ale moje usta i tak mówią co chcą. Okropnie się czuje mówiąc takie słowa.
Mówi coś, że ma dla mnie kolejna niespodziankę. To miejsce w którym zaplanował nasz pierwszy raz. Zdębiałam.
- Tak się ciesze kochanie. To cudownie. Tyle na to czekałam. - moje usta mówiły jedno, a mój mózg mówił kompletnie co innego. Nie chciałam do tego dopuścić.
- Też się cieszę Roza. - kiedy tylko wypowiedział moje imię w ten sposób, chciałam go zabić. Jak on śmie tego słowa używać, ono należało tylko do Dymitra. Do mojego jedynego. Sama się zdziwiłam co moje usta powiedziały.
- Nie nazywaj mnie tak. Nie chce mieć doczynienia z tym mężczyzna. - To nie prawda. Niczego innego teraz nie chciałam jak jego dotyku. Kocham go, a jak tylko wrócę do siebie to zabije Adriana.
Adrian :
Rose i jej miłość jest nareszcie moja. Kocham ją nad życie i za dwa dni będzie mnie samodzielnie kochać. Jej mózg i ciało zapomną o Dymitrze na dobre.
- Już prawie jesteśmy na miejscu. - oznajmiłem spokojnie.
- To cudownie. Czy mogę iść do łazienki się przyszykować?
- Oczywiście, będę czekać w sypialni.
Juz nie mogę się doczekać. Za chwilę będzie moja. Cały świat mogłyby przestać się liczyć.
Rose :
Nie wiem skąd, ale udało mi się znaleźć telefon. Pierwsze co zrobiłam, to wykręciłam numer do Dymitra. Dobrze, że druga ja nie zna tego numeru inaczej by mi nie pozwoliła zadzwonić. Odebrał po pierwszych sygnale.- Bielikov, słucham ?
- To ja, Rose ta jeszcze w miarę normalna. Dymitra ratuj mnie. Zanim zrobię to z Adrianem. Jestem w jakimś luksusowym apartamencie, na północ od tego domku jakieś 4 h drogi. Kocham cie, ale tamta druga ja zjada mnie. On chce robić ze mną zrobić.
- Kochanie, to na prawdę ty. Nie martw się już jadę po ciebie. Postaraj się zwlekać.- powiedział delikatnym głosem.
- Dobrze, zrobię wszystko co mogę, ale proszę pośpiesz się. Nie wytrzymam za długo.
- Będę za nie długo, pamiętaj, że Cię bardzo kocham i nie pozwolę cię skrzywdzić.
Zaczęłam płakać, nawet nie wiem dlaczego. Chyba za bardzo za nim tęskniłam.
- Kocham cię, niestety musze kończyć. Papa
- Rose wszystko w porządku? -zapytał Adrian. - słyszę, że płaczesz. Mam tam wejść i cie przytulić?
Okropnie tego nie chciałam, ale ta druga ja bardzo tego pragnęła.
- Tak wejdź misiu. - kto normalny mówi do siebie misiu. To jest chore i tyle. W jednej minucie Adrian stał już w drzwiach. Miał rozłożone ręce i zbliżał się do mnie. Uległam od razu się przytuliłam. Może tak spowolnie tę całą akcję.
- Możemy coś zjeść, jestem bardzo głodna? -zapytałam jakimś takim nie
naturalnym tonem.
- Ależ oczywiście, zrobię nam romantyczna kolację, a ty idź sobie odpocznij.
Zgodziłam się.
Poszłam do pokoju w którym był telefon i miałam pewność, że on mnie nie usłyszy. Od razu wybrałam numer do ukochanego.
- Dymitr, musisz do mnie mówić przez cały czas. Wiem, że teraz prowadzisz auto i jedziesz do mnie, ale zajmij mnie gadaniem tak aby nie myślała o Adrian tylko o tobie.
- Dobrze. Pamiętasz jak ci się oświadczyłem. Byliśmy na takim pięknym wzgórzu. Było pełne wrzosów. Powiedziałaś, że zakochała się w tym miejscu. Leżeliśmy obok siebie na miękkiej trawie. Ja się podniosłem, byłem nad tobą. Delikatnie cię pocałowałem i zza pleców wyciągnąłem twój lubiony kwiat. Róże herbacianą, a w środku był pierścionek. Taki skoromny, ale śliczny. Przynajmniej mi tak powiedziałaś. Podobał ci się. Mam nadzieje, że nadal masz go gdzie na palcu i teraz na niego patrzysz i się uśmiechasz, jakiego to masz cudownego męża.
- Nie chce słuchać tych bredni.... jesteś kłamcą... nie nawidzę cię, kocham tylko Adriana. - widać, że druga ja się odezwała.
- Wiem Roza, że to nie ty ... - w tej sekundzie coś kazało mi odłożyć słuchawkę.
Powiem wam, że idę jak burza z rozdziałami. Nadrabiam zaległości. Dziękuję i miłego czytania. Proszę o komentarze, one na prawdę dużo dają. ♡♡♡
Rozdział 9
Rose :
Świetnie, znowu nic nie widzę. Siedzę pomiędzy dwoma facetami. Czuję jak mnie zgniatają. Nie wygodnie mi. Ale ja jestem marudna. Matko jak ja się zdobyłam na taki mały żarcik w takiej sytuacji. No cóż ... czasami trzeba poprawić sobie humor. A tak wracając do mojego porwania to nic ciekawego serio. Nadal jadę. Czuje jakieś duże nierówności więc wnioskuję, że jestem poza miastem. Nie wiem gdzie jedziemy. Normalnie same niespodzianki. Jestem coś za wesoła. Musze zacząć wszystko powoli analizować. Niestety, nie udało mi się niczego zrobić, bo kazali mi wysiadać. Ciągle ciemno. Opaska na oczach. Specjalnie mi to zrobili abym nie mogła zlokalizowane miejsca, w którym się znajdujemy. Poczułam jak czyjaś dłoń zaciska się na moim ramieniu. Ktoś mnie prowadził i dobrze. Przynajmniej się o nic nie potknę. Czułam pod nogami jakieś gałęzie,korzenie i szyszki. Byliśmy w lesie, a przynajmniej tak zgaduję. Byłam ciekawa co Adrian wymyślił. Usłyszałam jak ktoś mówi, że mamy jeszcze spory kawałek do przejścia.
Dymitr :
Zabije go. Siedzieliśmy już w samochodzie. Trzymałem laptopa na kolanach. Jechaliśmy tam gdzie po raz ostatni telefon Rose się logował. Nie mogę mu tego wybaczyć. Kiedy myślałem o tym wszystkim, przypomniałem sobie co zrobiłem mojej Rozie na Syberii i dlaczego ona była z nim. Poczułem przygnębienie. Koniec z tym. Wybaczylem sobie i ona mi wybaczyła. Wszystko jest w porządku. Potrzebuje mnie teraz. Moja księżniczka, taka niebezpieczna i za razem kochana. Dojechaliśmy ... wysiadłem. Od razu zażądziłem poszukiwania telefonu. Okazało się, że to wielki opuszczony szpital. Ciekawe miejsce na przetrzymywanie - powiedziałem sobie po cichu. Tyle sal. Moment... Rose mówiła, że ta sala była podobna do sali operacyjnej. Zobaczyłem na jakieś starej tablicy informatycznej, gdzie znajdują się te sale. Punkt w dziesiątkę. Zaglądam do pierwszej sali, a tu proszę telefon. Ja to mam szczęście. Od razu zacząłem szukać jakiś poszlak. Ja nic nie znalazłem, ale moim koledzy tak. Udało się odnaleźć coś bardzo ważnego.Nie wiem jak można coś takiego po sobie zostawić. Ale widocznie można. Była to mała ulotka z informacja o jakimś domku letniskowym w lesie. Nie pozostało nam nic innego. Ruszyliśmy w jego kierunku, mając nadzieję, że tam się udali. Nie mieliśmy ani chwili do stracenia.
Rose :
No i doszliśmy. Kiedy zdjęli mi opaskę, zobaczyłam śliczny domek. Jego wnętrze było pięknie umeblowane. Musiałam to przyznać. Od razu wyobraziłam sobie mnie i dymitra w taki domku. Tak romantycznie. Tylko my się wtedy liczymy.
Znowu mi coś przerwało. Tym razem to był Adrian.
- I jak się podoba nasz domek wakacyjny? - zapytał z dumą w głosie.
- Może być, bez rewelacji - skłamałam. Nie mogłam mu powiedzieć jak tu jest cudownie, bo odniósł by wtedy małe zwycięstwo. Nie odniesie, nie w tej grze.
- Coś czuję, że ci się podoba, ale nie chcesz się przyznać.
- To źle czujesz. - znów skłamałam. - Po co mnie tu przywiozłeś ? - zapytałam delikatym głosem.
- W tym miejscu... zakochasz się we mnie.
To mnie zabiło. Jak to?!? Co on kombinuje? Nie podoba mi sie to.
- Jak to ? Po co ? - pytałam zaniepokojona - Jak ty chcesz to zrobić nie da się nikogo zmusić do miłości.
- Ależ da się mała dampirzyco. Właśnie teraz to ucznię.
W tym momencie jacyś dwaj faceci chcieli mnie przywiązać do krzesła. Od razu poderwał się aby stać do walki lecz było już za późno. Znowu uziemiona.
- Coś czuję, że ci się podoba, ale nie chcesz się przyznać.
- To źle czujesz. - znów skłamałam. - Po co mnie tu przywiozłeś ? - zapytałam delikatym głosem.
- W tym miejscu... zakochasz się we mnie.
To mnie zabiło. Jak to?!? Co on kombinuje? Nie podoba mi sie to.
- Jak to ? Po co ? - pytałam zaniepokojona - Jak ty chcesz to zrobić nie da się nikogo zmusić do miłości.
- Ależ da się mała dampirzyco. Właśnie teraz to ucznię.
W tym momencie jacyś dwaj faceci chcieli mnie przywiązać do krzesła. Od razu poderwał się aby stać do walki lecz było już za późno. Znowu uziemiona.
Dymitr :
Musimy się pospieszyć czyję, że coś się dzieje. Nie jest dobrze. Na szczęście już prawie byliśmy na miejscu. Wysiedliśmy z auta. Poszło ze mną dwóch strażników. Nie chciałem brać więcej. Usłyszałem krzyk. Moja Roza, mój skarb, cierpiała. Słyszałem to był jej krzyk. Widziałem ten domek. Wbiegł tam. Zobaczyłem Rose przywiązaną do krzesła a nad nią on.
Rose :
Przyszedł. Jak ja go kocham. Niestety, Adrian używał na mnie jakiejś mocy, którą długo trenował, tylko po to aby użyć tego na mnie. Bardzo mnie od tego głowa bolała. Czułam coś dziwnego. Takie samo uczucie jakie darzylam Dymitra, czułam teraz powoli do Adriana. Matko, co on ze mną zrobił.
- Dymitr ratuj mnie, proszę. Bardzo boli. Nie wytrzymam. Zobaczyłam jak rzuca się na ratunek. Starał się jak tylko mógł. Niestety on też poległ, tylko dlatego, że Adrian użył na niego wpływu. Co się dzieje
Dymitr :
Usłyszałem jak wołatwo o pomoc. Bardzo cierpiała. Sam poległem, a to tylko dlatego, że ten idiotą użył na mnie wpływu. Adrian śmiejąc się opowiedział mi o całym swoim planie i nie mogłem w to uwierzyć.
- Wypuść ją!!! - wrzasnąłem
- O nie. Ty zburzyłeś mój świat zabierając mi Rose, to ja teraz zrobię to samo tylko, że tobie.
- Ona nigdy cię nie będzie kochać. - w tym momencie Rose straciła przytomność ,a kiedy się obudziła powiedział to jedno zdanie ... wiedziałem, że muszę ją wyciągnąć i znaleźć ratunek dla niej.
Juże kolejny złapała masę weny, może dziś będzie i trzeci rozdział.
Juże kolejny złapała masę weny, może dziś będzie i trzeci rozdział.
Rozdział 8
Dymitr :
Dlaczego nigdy nie mogę nacieszyć się bliskością mojej kochanej Rozy? Czy my nigdy nie zaznamy spokoju? Jesteśmy małżeństwem, ale mam wrażenie, że każdy chce je nam zniszczyć ? Jak znajdę tych którzy zabrali mi moja Rose to zabije, nie daruje im tego. Nie poddam się. Znajdę ja za wszelką cenę.
Na pewno wytrzyma, jest najsilniejszą kobietą na świecie. Za tą tak bardzo kocham. Wiem, wiem powtarzam się. Niestety nic nie mogę na to poradzić. Moje uczucia do niej są silniejsze niż wszystko inne.
Wbiegłem do pokoju strażników i opowiedziałem im dokładnie o wszystkim.
Ich reakcja mnie bardzo zdziwiła. Wszyscy byli gotowi ruszać. Nie byli chyba sobą, ponieważ zawsze chcieli na początku ustalić plan działania. Mogłem na nichwile polegać. Zaskoczyło mnie to co powiedziałem.
- Nie możemy ruszać. Potrzebujemy planu i większej ilości informacji. -
Wszyscy patrzyli na mnie ze zdziwieniem. - Tak.... za mało wiemy, poradzi sobie przez ten czas, a my bierzmy się do pracy. Chciałbym od razu wam podziękować za pomoc. - powiedziałem smutnym głosem.
- Zawsze będziemy z tobą - odpowiedzieli równo.
Trzeba było wyciągnąć mapy, przepracowanych świadków itd. W tym momencie żałowałem, że nie umiem wchodzić do jej głowy. Przyszła mi nagle do głowy pewna myśl. Może Lissa będzie umiała się z nią skontaktować za pomocą ducha. Nie .... to nie jest dobry pomysł ... Królowa nie trenowała takiej umiejętności, wiem to bo sam byłem przy wszystkich jej treningach. Szkoda ... Najwyższy czas działać.
Rose :
Nie wierzę, a jednak przede mną stał ... Adrian. Uśmiechał się do mnie.
- Witaj mała dampirzyco... cudownie Cię znowu widzieć.
- Co ty tutaj robisz?!?! - zapytałam zaciekawiona i przy okazji wściekła.
- Jak dobrze, że pytasz co u mnie. Wszystko dobrze, ale mogło by być lepiej.
- Nie zmieniaj tematu!!! Odpowiedz mi ... - zaczęłam się coraz bardziej denerwować.
- No dobrze ... skoro tak bardzo chcesz wiedzieć- mówił zapalając papierosa. - To ja je przekupiłem. Chciałem aby przyprowadziły ciebie do mnie. Bo widzisz ... moje uczucia do ciebie nie straciły na mocy. Nadal Cię bardzo kocham. Chce abyś została ze mną. Nie umiem sobie wybaczyć tego, że pozwoliłem ci odejść dla tego całego Dymitra. On się nie może ze mną równać.
- Adrian!! On jest moim mężem i juz zaczął moje poszukiwania. Kocham go nad życie. Uważałam cie za przyjaciela. Wiedziałam, że Cię skrzywdziłam, ale nie czuje tego samego do ciebie i nigdy nie będę czuć. Niestety taka jest prawda, wiec otwórz oczy w końcu. Takie jest życie. Radzę Ci , wypuścić mnie. - nie wytrzymałam i zaczęłam krzyczeć. Nie mogłam w to wszystko uwierzyć.
- Nie wypuszczę Cię, moje kochanie.
-Ja nie jestem... - przerwał mi
- Zostaniesz przy mnie, mam na to sposób. I nawet ten cały Dymitr nie będzie ci mógł już pomóc. A najlepsze jest to, że będziesz we mnie zakochana po uszy. Mam na to sposób.
- Nie zrobisz tego. Nie niszcz mi życia. Ja go kocham. Wydostanę się skąd. Jak Dymitr cie znajdzie to cie zabije. -O kurcze ... zapomniałam, że mam telefon w kieszeni. Wystarczy, że zadzwonię do ukochanego, a będzie wiedział gdzie jestem. Niestety miałam związane ręce. Na ten moment nie mogę się uwolnić, Adrian by się zorientował. Musiałam poczekać na odpowiedni moment. - Proszę cię... - powiedziałam cicho.
- Nie ma takiej możliwości. Za bardzo cie kocham. Poczekasz tutaj do momentu, kiedy przyjedzie po nas mój kierowca.
- Nie...- odpowiedziałam blagalnym tonem.
- Do zobaczenia kochanie.
Kiedy tylko wyszedł i zamknął drzwi, staram się uwolnić ręce. Trochę długo to trwało, ale udało mi się poluzować liny na tyle aby sięgnąć po telefon. Nie było to łatwe. Mogłam tylko wybrać numer. Nic więcej. Nie miałam szans na uwolnienie się. Został tylko telefon. Uff... juz dzwoni.
- Roza!!! To ty?!?! Kochanie powiedz coś. - usłyszałam cudowny głos Dymitra.
- Tak to ja, nic mi nie jest. Skrbie posłuchaj uważnie, bo nie masz za dużo czasu. Nie uda mi się wydostać. Porwał mnie Adrian. Nie wiem co planuje, ale mówi, że będę w nim zakochana po uszy. Ciągle mnie kocha. Pierwszy raz tak się boje, bo nie wiem co mu przyjdzie do głowy. Jestem w miejscu, a przy najmniej w sali która przypomina sale operacyjną. Raczej to miejsce jest puste.... Kocham cię - w tym momencie do pokoju wszedł jakiś strażnik i pytał się co to za odgłosy. Na szczęście nie zauważył telefonu, ale był bardzo zdenerwowany. Spróbuj stawić opór, a inaczej pogadamy. Juz myślałam, że to będzie koniec. Dymitr przysłuchiwał się tej rozmowie. Za 5 minut jedziemy. Spróbuj stawiać opór, a inaczej pogadamy. - Widzisz, nie mogę rozmawiać. Sama nic więcej nie wiem.
- Kocham Cię , odnajdą cie. Czekaj na mnie. Bardzo dużo mi pomogłaś. Nie stracę Cię kolejny raz.
- Ja ciebie ... - w tym momencie przyszła po mnie straż i musiałam zostawić telefon nie rozlaczylam się aby mogli mnie namierzyć. Złapali mnie tak mocno, że zaczęłam krzyczeć z bólu. Jestem wytrzymała, ale to na prawdę bolało.
Dymitr :
Co się dzieje ? Czemu Rose krzyczy ? Chyba ja wyprowadzają. Musi być dzielna. Juz nie długo znów będzie w moich ramionach. Serce mnie boli jak słyszę, że coś jej jest, a nie mogę nic zrobić. Dzięki niej dużo teraz wiemy. Poza tym możemy namierzyć jej telefon. Dzięki temu będziemy mogli pojechać w to miejsce, z którego dzwoniła. Nie ma czasu do stracenia. Ruszamy...I jak się podoba ? Może być ? Piszcie co o tym sądzicie w komentarzach. Jeśli wam sie podobalo mozecie udostępnić
Dziękuję, że na mnie czekaliście ♡♡♡ Prosze , Napiszcie w komentarzach czy chcecie mieć kontakt np. Przez e maila czy też przez fb
Jeszcze raz dziękuję♡♡
Subskrybuj:
Posty (Atom)